Muciek x Ruda: “Jeżeli ktokolwiek (…) mówi jacy to wy nie jesteście – uśmiechnijcie się i powiedzcie do zobaczenia w przyszłości!”

Napisane przez Muciek 19 lipca 2020 w Invicta GamingWywiady

Vanessa „Ruda” Warmusz to bardzo energiczna ambitna i wysoce ukierunkowana młoda kobieta która łączy dwie nietuzinkowe pasję: e-sport oraz motoryzację! Jedna z jej pasji przerodziła się w zawodową karierę. Udało mi się porozmawiać z Vanessą oraz wyciągnąć od niej kilka interesujących historii z jej życia. Jak zawsze zapraszam do lektury raz materiału wideo.

Muciek: Vanessa, sprawdzając cię w Google, można znaleźć o tobie kilka ciekawych informacji: CS:GO, motoryzacja, sport, esport. Powiedz proszę trochę więcej na temat swoich zainteresowań, a w szczególności interesuje mnie gdzie zaczynałaś „swój gaming” i jak powstał twój nick „Rudaninja”?

Vanessa: Powiem ci tak pierwsza gra FPS od której zaczynałam to był “CS 1.6” – miałam ponad 6 tyś godzin przegrane w tą w gierkę. Zaczynałam w wieku 16 lat, bo dobrze dzisiaj pamiętam jak czasami do późna się grało i później ciężko było wstać do szkoły. Najbardziej w tamtych czasach interesowały mnie serwery typu “JailBreak”, miałam tam nawet swój epizod z serwerownią własną. Z tamtych czasów wywodzi się też mój nick “Ruda” – mój pierwszy nick na Steam to Ruda Biceps – nie pytaj czemu końcówka biceps (hahaha) – byłam młoda i głupia jak to się mówi. Gdzieś jednak ta “Ruda’ została ze mną, a potem dorzuciłam końcówkę “ninja”, bo zawsze ta Ruda była zajęta, no i oczywiście “ninja” też z racji motocyklu którym się poruszam.

Odnosząc się do twojego pytania o zainteresowania, a konkretniej o motoryzację – aktualnie śmigam motocyklem Kawasaki Ninja 636. Facetów czytających to interesuje na pewno który rocznik – odpowiadam ‘05. Jest to mój drugi motocykl, wcześniej również jeździłem Ninja. Jeżeli chodzi o sport – to powiem ci, że to jest bardzo ciekawe ponieważ sport w moim życiu był od zawsze – chociaż teraz jak przebiegnę do sklepu 200m to się zmęczę (hahaha). Muszę przyznać, że od małego ten sport ze mną był i to się zaczynało od w-f’u czy SKS’ów. Chyba jedyne w co nie grałam to szachy. Miałam dużo osiągnięć w bieganiu, mianowicie 300m przez płotki. No powiem ci, że dużo tego było: koszykówka, siatkówka pływanie, przez 2 lata grałam w drugiej lidze w piłkę ręczną, no wszystko, naprawdę wszystko. Także ogólnie z tym sportem to było ciekawie. Później no niestety liceum się zaczęło i było trochę mniej tego czasu na treningi, ale i też trochę mojego lenistwa – bo tu znajomi przyszli, tutaj CS się pojawił no i już nie chciało się tak chodzić na te całe treningi i ze sportu przerzuciłam się na esport.

Muciek: Przeglądając dalej internet w poszukiwaniu informacji o tobie, w sekcji grafika trafiłem na kilka zdjęć z różnych drużyn. Możemy prześledzić tą historię drużynową oraz ścieżkę prowadzącą do roli managerki?

Vanessa: Aż z ciekawości sprawdziłam siebie w Google (hahaha). Wracając do CS’a, to ja bardzo długo broniłam się przed przejściem do “CS:GO”. Naprawdę, grałam w 1.6 i jak ktoś z moich znajomych przechodził to zawsze się rzuciło w jego stronę jakieś zaśmianie się, że przechodzą na coś łatwiejszego. Jakoś tak wyszło, że miałam chyba więcej wolnego czasu i stwierdziłam, że też spróbuję. Moja pierwsza ranga w “CS:GO” to było Silver 1 – mało kto teraz grający wbija taką rangę! Także zaczynałam od Silvera 1.

W sumie każdy kto zaczynał grać, to miał gdzieś tam marzenia żeby spróbować jako zawodnik czy zawodniczka – czyli żeby grać profesjonalnie, zarabiać i w ogóle. Ja też tak miałam, takie chęci czy może nawet ambicje. Próbowałam grać i poznawać żeńską scenę – czyli tutaj się trafiło na jakąś dziewczynę, tutaj na jakąś koleżankę się trafiło i się grało. Pojawiło się wtedy coś takiego – mam nadzieję, że nie przekręcę nazwy – “Akademia Phoenix Hiro, widzę nawet tutaj w Google zdjęcie jedno mam w koszulce. Ona się gdzieś tam pojawiła (wspomniana wcześniej Akademia – przyp.) jako projekt dla samych kobitek, no i gdzieś tam grałam i próbowałam. Udało mi się dostać do finału. To był pierwszy lan na którego pojechałam – był on w Kielcach, ale nie pamiętam dokładnie jak te targi się nazywały – muszę przyznać, że to było takie: “WOW!”. Zajarałam się tym, że mogłam tam grać!

Później gdzieś tam naszedł mnie pomysł, że założę sobie teamek – coś się pograło no, ale nigdy nie było to nic stabilniejszego no bo wiadomo: szkoła, praca itp. Takim moim pierwszym teamkiem było “Flame Female” – z dziewczynami do dzisiaj mam mega fajny kontakt więc muszę przyznać, że ta pierwsza drużyna była naprawdę przyjemna. Po około roku trenowania, grania, próbowania składania jakichś piątek i w ogóle prób dołączania do jakiejkolwiek organizacji stwierdziłam, że może stanę na jakimś innym stanowisku: jako organizatorka. Wprowadziłam w życie swój projekt, który miał za zadanie wytypowanie najlepszej piątki, którą ja wezmę pod swoje skrzydła i będę ogarniała graficznie, planowała wyjazd i tak dalej. Miałam już jakieś możliwości i trochę osób udało już się w tamtym czasie poznać więc wiedziałam, że mogę po prostu pięciu dziewczyną już coś zapewnić – szczególnie, że ja miałam z tym problem jako zawodniczka. Miałam bardzo duży problem, żeby znaleźć organizację, która nie będzie obiecywać “złotych gór” tylko faktycznie powie co ma do zaoferowania i tyle – chociażby najprostszy wyjazd czy najprostsza koszulka.

W sumie ten projekt trwał dwa – trzy miesiące i wytypowałam najlepszą piątkę: team “Saiprah”, bo tak nazywał się cały projekt. Została wytypowana piątka dziewczyn z którymi przez ten cały projekt się poznałyśmy – no i muszę przyznać, że to była jedna z najlepszych przygód jaka mnie spotkała, bo poznałam masę fajnych dziewczyn – i ta żeńska scena naprawdę jest większa niż się wydaje. Stwierdziłam: “Dobra mamy piąteczkę dziewczyn, teraz postaram się dać im to co potrzebują do rozwoju”. Zaczęłam od koszulek – muszę przyznać, że jeżeli chodzi o logo i koszulki to jest to jedna z lepszych grafik jakie udało mi się dotychczas widzieć na oczy – załatwiłam wtedy też dziewczyną trenera oraz wyjazd na boot camp, czyli dwa tygodnie wspólnie spędzonego czasu przed komputerem. Ja byłam osobą któr menagerowała, czyli tym całym CEO, czy jak to nazwać. Załatwiałam wszystko: social media, kontakt z potencjalnymi partnerami i tak dalej.

Prosperowało to około czterech miesięcy dopóki nie doszło do zmiany, przez którą byłam zmuszona do wejścia do składu. I to nie było tak, że ja chciałam wrócić na stanowisko zawodniczki – nie. Po prostu sytuacja mnie do tego zmusiła, bo było bardzo mało czasu i jeżeli dobrze pamiętam to były dwa tygodnie do najbliższych turniejów i wyjazdów – był to lipiec, a więc Mistrzostw Polski od Super Game oraz E-Ladies. Byłam zmuszona do tego, żeby nie szukać zawodniczki “plus jeden”. Nawet jak bym ją znalazła to nie wiadomo czy ona się wklepie w skład tak szybko, więc dołączyłam do drużyny. Wzięłam się za siebie, potrenowałem indywidualnie – nigdy nie było to jakoś na wysokości zadania, ale czułam się też dobrze na zasadzie takiej, że mogłam prowadzić gierką w środku. Miałam takie epizody podczas jakichś wyjazdów z dziewczynami kiedy byłam na stanowisku menagerki, że siedziałam na trybunach i widziałem jak on przegrywają daną rundę, a nawet zdarzyło mi się dwa razy wyjść z hali, bo nie mogłam na to patrzeć. Czasami było to aż takie nieprzyjemne uczucie kiedy wiesz, że nie możesz nic zrobić – nie jesteś tam w grze, nie możesz zabić, nie możesz wpłynąć na tą grę i wynik. Rola managerki akurat wtedy to nie była prosta rzecz. 

Team “Saiprah” był bardzo fajnym czasem w moim życiu, ogólnie bardzo dużo się tam nauczyłam i wiele rzeczy wykorzystuje teraz, czy to w kontakcie z poszczególnymi ludźmi czy podczas obecnej pracy związanej z esportem oraz prowadzeniem żeńskiej drużyny. Jak zakończyłam historie z “Saiprah” to można powiedzieć, że byłam takim free agentem – no ale, ja jak to ja, zawsze znajdę gdzieś miejsce i zawsze gdzieś komuś będę chciała coś pomóc i ułatwić życie. “Warriors Team”, aktualnie “XPG Invicta Female”, były zainteresowane dziewczyną, moją byłą zawodniczką z “Saiprah”. “Gaba” doszła do dziewczyn z “Warriors Team” więc ja tam jednym okiem zerkałam jak dziewczyny sobie radzą i czy czegoś potrzebują. Doszło do tego, że od spotkań na TeamSpeak’u i tym podobnych, stwierdziłam: “Dobra dziewczyny widzę, że wy musicie skupić się na grze. Ja przejmę wasze sociale, wy strzelajcie, a ja będę ogarniała Facebooka, Instagrama i tak dalej” – dziewczyny były zadowolone, bo nie było to na ich głowie i mogły się skupić na grze.

Jak dziewczyny zakończyły współpracę z “Warriors Team”, to były free agentkami, a że był to zespół bardzo dobrze prosperujący na przyszłość, stwierdziłam że nie będzie mi trudno poszukać dla nich wsparcia – domu tak zwanego. Zrobiłam prezentację i tak dalej, czyli już powoli wchodziłam na ten etap bycia menagerką – mimo że oficjalnie nią nie byłam, to lubiłam się gdzieś w tym kręcić. Po około półtora miesiąca odezwała się do nas “Invicta”, że w sumie chcieliby dywizję żeńskiego CS:GO, a ja oczywiście mogłam nawinąć przysłowiowy makaron na uszy, bo dziewczyny miały osiągnięcia. Dziewczyny miały osiągnięcia, miały zdjęcia, miały prezentację – co znacznie ułatwiło mi przedstawienie dziewczyn jako przyszły skład “Incvicty” – no i tak się stało, że aktualnie jestem menagerką w “XPG Invicta Female” (hahaha).

Muciek: Zostawmy na chwilę esport, pracę i gry komputerowe. Porozmawiajmy troszkę dłużej o motoryzacji, a konkretniej o twoim motocyklu. Jak doszło do twojego spotkania z motocyklami i kto cię wprowadził w ten “męski” świat?

Vanessa: Powiem ci, że to jest bardzo ciekawa historia. Jak to się mówi co jest zakazane, jest jeszcze bardziej pożądane. Wiadomo, samochodem śmigałam od razu jak tylko zrobiłam osiemnastkę. Pamiętam rozpoczęcie kursu prawa jazdy na samochód zaczęłam 3 miesiące wcześniej i później od razu wsiadłam do samochodu (po zdaniu egzaminów – przyp. :D). Jeżeli chodzi o motocykl, to było tak, że nigdy wcześniej nie siedziałam nawet na skuterze. Naprawdę jakby nie to, że mnie to nie interesowało, ale nie miałam po prostu dookoła osób które mogły by mi nawet dać posiedzieć na motocyklu – nie miałam znajomych którzy jeździli na motocyklach, bo raczej jak to przez internet, znajomości zawiera się na odległość.

No i w sumie to było tak, że ja bardzo dużo oglądałem różnego rodzaju zawodów motoryzacyjnych czy na YouTuba śmiganie na kole i tak dalej. Zaczęło mnie to coraz bardziej interesować i to było tak, że u mnie w domu nikt nigdy nie pozwoliłby mi jeździć na motocyklu. Więc Vanessa jak poszła do pracy w wieku 19 lat stwierdziła, że pierwsze co zrobi to zacznie sobie robić prawo jazdy na motocykl – i tak było. Do dzisiaj pamiętam jak pierwsze co zrobiłam po dostaniu pracy, to rozłożyłam koszt prawa jazdy na 4 raty i z każdej wypłaty sobie płaciłam te trzysta – czterysta złotych. Pierwszy raz dopiero na jazdach wsiadłam na motocykl, to była jakaś dwieście pięćdziesiątka, już teraz dokładnie nie pamiętam, ale to był jakiś mały motocykl. Później jak się wyjeździło parę godzin to zmieniała się pojemność. Zrobiłam prawo jazdy – sama, bo nikt dalej nie wiedział, że w ogóle je robiłam. Teorię zdałam za pierwszym razem, a praktykę za drugim, bo jak ja to się śmieje miałam za długiego palca i słupek na placyku uderzyłam.

Jak już miałam te prawo jazdy to trzeba było uzbierać na motocykl. Od zawsze mi się podobały Kawasaki, naprawdę od zawsze i to było moje marzenie. Nie sądziłam, że tak szybko je spełnię. Dołączyłam do wszystkich możliwych grup na Facebook’u dotyczących motocykli, typu “Śląscy motocykliści” czy “Kupie/Sprzedam motocykl”. Wrzuciłam gdzieś posta: “Nie znam się na motocyklach, ale poszukuję takiego i takiego motocykla, czy ktoś mi pomoże?”, pod postem zgłosił się – bo jak to się mówi: motocykliści to jedna wielka rodzina – znajomy, znaczy wtedy nie był znajomym, taki chłopak z moich okolic. Chłopak ten zajmował się sprawdzaniem motocykli i tak dalej i napisał mi, że jeżeli jestem chętna to on może pojechać ze mną na tzw. oględziny motocykla, tylko żebym znalazła jakiś motocykl do oglądania i dała mu znać. No to Vanessa poszła wrzucić drugiego posta: “Poszukuję motocykla na taką i taką pojemność, najlepiej Kawasaki, najlepiej zielony.”, wiesz jak to kobieta (hahaha).

70 kilometrów ode mnie znalazł się taki motocykl – był to Kawasaki Ninja ZX6R z ‘98 roku. Zawsze w domu wbijano mi w głowę, że stare pojazdy no to już wiesz, nie są takie dobre i dużo się wyda pieniędzy na naprawę. Motocykle jednak mają zupełnie inaczej. Zadzwoniłam do tego chłopaka, który miał jechać ze mną na oględziny – na dodatek zabrałam ze sobą koleżankę, żeby nie było, że jadę z nieznajomym tak daleko. Dojechaliśmy, motocykl został sprawdzony i wszystko było spoko, więc przyszedł czas na jazdę próbną. To było jakoś dwa miesiące po zdaniu mojego prawa jazdy, a ja zapomniałam, że jedynkę wbija się na dół – w motocyklach pierwszy bieg wbija się na dół, a resztę biegów do góry – a, że nie chciałam zrobić z siebie głupiej, to zawołałam tego chłopaka co ze mną przyjechał i zapytałam jak się wbija tą jedynkę (hahaha). Zrobiłam sobie w końcu tą jazdę próbną i do dziś pamiętam jaka to była frajda!

Motocykl to jest całkowicie inna rzecz niż samochód. Po dwóch godzinach wróciłam do domu, zabrałam pieniądze, w tym czasie ten znajomy z którym byłam oglądać motocykla załatwił przyczepkę i pojechaliśmy kupić „moje” Kawasaki. W dalszym ciągu rodzina nie wiedziała o motocyklu i o tym, że zdałam prawo jazdy na niego. Zapakowałam ogromny motocykl – 216 kg ważył Kawasaki ZX6R – i wjechałam z nim na tak zwany u nas “plac”, czyli wjechałam z nim na podwórko. Widziałam tylko moją mamę, która wyjrzała przez okno i wróciła się do pokoju. Ona chyba nie dowierzała w to co się dzieje, a ja wjechałam na plac, znajomy mi ściągnął motocykl i schowałam go do garażu. Pamiętam do dzisiaj jak ja się stresowałam jak wchodziłam do domu. Moja mama tak na mnie spojrzała i zapytała: “ – Co to jest? – No motocykl. – Ale skąd to, jak to?” Jezus, ile wtedy było pytań, no ale nawet jakoś to wszystko przeszło. U babci przeszło to łatwiej: bo zielony, a ona uwielbia kwiaty więc bardzo się jej podobał (hahaha). Powiem ci, że to było przekomiczne wtedy: “On taki zielony, to on taki ładny!”.

Tak zacząłem śmigać sobie na motocyklu. Rodzina miała do tego na zasadzie tak, że: jak wyjeżdżasz powiedz, jak wracasz powiedz, jak jesteś gdzieś zadzwoń. Tak po prostu, żeby wiedzieli że jest wszystko ze mną w porządku, bo widmo na motocyklach często się zdarza wiele wypadków – no i to jest prawda. Tym pierwszym Kawasaki zrobiłam masę kilometrów. Mimo, że to on był z 1998 roku, to tym motocyklem byłam w stanie przejechać 450 km na raz w jedną stronę, bo pamiętam jak jechałem wtedy w Bieszczady. Prawda jest taka, że zjadał więcej oleju niż paliwa i zawsze woziłam w plecaku olej do silnika, ale dawał radę! Później miałam taki epizod, że miałam wypadek i rozwaliłam go, ale na szczęście nic się ze mną nie stało, bo jest jedna zasada: na zdrowiu i bezpieczeństwie się nie oszczędza. Kupiłam pojazd za 6 tysięcy, a cały ubiór kupiłam za 6,5 tysiąca. gdyby nie kombinezon, kask i wysoki buty mogłabym, że tak powiem być zdecydowanie bardziej poturbowana, a tak naprawdę nic poważnego mi się nie stało oprócz kilku naciągniętych mięśni. Teraz też coś dla kobitek – to będą wasze najdroższe buty w życiu! Jak rozwaliłam motocykl to nie umiałam się z tym trochę pogodzić, ale udało mi się dosięgnąć celu i kupić niedługi czas później nowszy model, Kawasaki Ninja którym śmigam do teraz.

Muciek: Świetna historia z pięknym morałem. Wróćmy teraz do gamingu. Żeńska scena CS:GO. Jak wyglądają początki żeńskiej gry? Łatwo jest zacząć grać i znaleźć sobie koleżanki do gry i jak to wygląda z turniejami oraz ligami?

Vanessa: Czy łatwo jest zacząć, to jest dobre pytanie. Szczerze? Jest bardzo łatwo jeżeli się chce, bo jeżeli się chce, to się wszystko może. Wejść w grę – jak najbardziej. Trenowanie gry, treningi indywidualne, granie ze znajomymi czy to z mężczyznami czy z kobietami – nie ważne. Granie na wyższym, niższym czy na tym samym poziomie też jest nie ważne – tutaj każdy mecz po prostu uczy cię czegoś nowego. Jak zadawałeś pytanie zastanawiałam się, czy łatwo jest znaleźć taki turniej, po którym się nie zdemotywujesz – bo turniejów jest masa, ale gorzej ze stabilnością ekip. Możesz grać w turniejach dla wszystkich, możesz grać w turniejach dla samych kobitek, ale zauważyłam bardzo szybką demotywację na żeńskiej scenie. Klei się jakiś miks, ale zaraz jak się przegra jeden mecz to już jest ciężko z tą motywacją na przyszłość. 

Jeżeli chodzi o znalezienie samego teamku, to jest masa grup na Facebook’u czy Messenger jak na przykład “Dziewczyny też grają w CS:GO” – na której jak jakaś dziewczyna napisze, to przekierowywana jest na grupkę Messenger’ową. Znalezienie piątki dziewczyn do grania nie jest trudne, ale znalezienie piątki dziewczyn do grania na dłużej jest bardzo trudne. Miałam okazję poznać żeńską scenę od środka i powiem szczerze, że nie jest to proste. Nowe dziewczyny mają bardzo ciężko wbić się w scenę – może nie dlatego, że brakuje im jakiegoś szacunku i tak dalej tylko, że dziewczyny które grają już troszeczkę dłużej, brakuje im takiej chęci wprowadzenia nowych dziewczyn do sceny. Czyli po prostu brakuje czegoś takiego, żeby po jednym przegranym meczu zamiast mówić: “Kurde słaba jesteś”, powiedzieć jej “Nic się nie stało, nie wyszłaś z dziesięciu, ale choć wejdziemy na serwer, zagramy sobie to czy tamto”. Czegoś takiego brakuje i dlatego teraz na żeńskiej scenie w Polsce widzimy trzy teamy, które są w sumie od bardzo długiego czasu, a mianowicie: Izako Boars, Arcane Wave i Invicta. To są trzy teamy które aktualnie są na scenie już bardzo długo – wiadomo, że pod różnymi barwami, ale są to składy które grają ze sobą i są widoczne na scenie. Nie ma miksu, który po jakimś turnieju nagle się wybił, nie ma bo brakuje tej stabilności, a wiadomo, że każdy skład potrzebuje pograć ze sobą troszeczkę dłużej i potrenować.

Lubię też poruszać temat poziomu zawodniczek w Polsce. Wiele osób się ze mną nie zgadza, aczkolwiek ja jestem zdania, że poziom tych trzech składów jest porównywalny do całej europejskiej sceny – jak najbardziej! Wszystko jest do osiągnięcia jeżeli chodzi o europejskie turnieje, lecz nie ma co nawet myśleć o jednym poziomie między kobietami, a mężczyznami. Ile ja czytałam komentarzy czy postów w których dziewczyny się zapierają, że one mogą być tak samo dobre jak faceci, ale brakuje im tego, tego, tego i że są demotywowane przez facetów itd. Uwno prawda. Jestem zdania, że to nie jest demotywacja, bo jeżeli kobieta chce to kobieta zrobi na przekór facetowi i ona będzie siedziała nawet po 20 godzin dziennie i trenowała, żeby tylko to udowodnić.

Prawda jest jednak inna, bo żeby dziewczyny były na jednym poziomie z mężczyznami to musielibyśmy posadzić teraz piątkę 10-io letnich dziewczynek przed komputerami. Niech one, tak jak faceci od młodego wieku, wyrabiają sobie pamięć mięśniowa i niech wchodzą w ta grę od najmłodszych lat. Niech trzymają myszkę od dziesiątego roku życia i niech grają w gry. Za dziesięć lat będą grały jak najlepszy z najlepszym na światowej scenie z mężczyznami. Taka jest prawda. Kobiety zaczynają później grać w gry i czasami jest to już za późno do wyrobienia sobie pamięci mięśniowej, czasami jest już za późno do wyrobienia sobie jakiegokolwiek movementu – i nie mówię tutaj, że kobiety mają słaby movement, czy nie potrafią myśleć w grze – w żadnym wypadku – ale movement mężczyzn i ich sposób myślenia podczas gry jest inny. Te umiejętności budowane są przez długie lata ich obycia z graniem. Ostatnio spotkałam się na serwerze z 6-io letnim chłopcem, taki słodki chłopczyk i w ogóle, ale ten chłopczyk już trzyma myszkę w rękę. Ja zrobiłam to, żeby ci nie skłamać, w wieku 13 lat, a dopiero w wieku 14 – 15 lat zacząłem grać w CS’a i na dodatek w „JailBreaka” gdzie nie wyrabiałam sobie nawet aimu!

Gdyby moja mama powiedziała mi w wieku dziesięciu lat: “Siadaj na komputer i graj, bo za kilka lat będziesz mogła zarabiać dzięki temu miliony dolarów”, to ja bym siedziała i grała w te gry! Dlatego poziom kobiet i mężczyzn jest różny. Dlatego te turniej sa organizowane albo tylko i wyłącznie dla kobiet albo dla składów mieszanych. Bardzo często widziałam, że facetom się to bardzo nie podoba, ale zrozum: ty grałeś od wczesnego wieku i ty grasz na wyższym poziomie i jesteś w stanie z miksu pięciu chłopaków zrobić stały skład, bo macie inne myślenie i całkiem inaczej gracie. Kobiety podchodzą do gry bardzo delikatnie, bardzo powolutku, każdy ruch muszą przemyśleć, więc ta gra jest całkowicie inna i czasami trzeba uszanować turnieje tylko i wyłącznie dla kobiet. Niech one grają między sobą i sprawdzaj się nawzajem. Nigdy natomiast nie chciałabym słyszeć, że kobiety wykłócają się z mężczyznami, że są tak dobre jak oni – nie prawda, nie są. Dużo do tego brakuje, ale szanuje to co teraz jest (żeńską scenę – przyp). Wracając jednak do pytania: każda kobieta, która chciałaby zacząć grać, nawet w wieku 30 lat niech to zrobi. Złożenie składu nie jest trudne i jeśli ma tyle determinacji żeby go utrzymać, to nawet za 3 tygodnie może startować do kwalifikacji do mistrzostw europy.

Muciek: Jeżeli kobiety zaczynają później grać, to jak to wygląda z przejściem na gamingową “emeryturę”? Czy kobiety rezygnują z gry w takim samym wieku jak faceci czy robią to szybciej, a może nawet później?

Vanessa: Wydaje mi się, że jest to kwestia indywidualna. Znam dziewczyny które przestały grać dość wcześniej, ponieważ nie chciały już grać tylko zajmować się czymś innym, ale dalej siedząc w CS’ie czy esporcie – tak jak np. ja, ale znam też dziewczyny, które są lekko po trzydziestce i nadal grają. Tutaj o emeryturze w odniesieniu do bardziej profesjonalnych zawodniczek, to ciężko powiedzieć. Był taki skład dziewczyn “40in90” – dziewczyny zrobiły mega fajne show na scenie jeżeli chodzi o wygrywanie turniejów min. “E-Ladies”. Był to skład złożony z dziewczyn bardziej doświadczonych – oczywiście nikogo nie obrażając – które pograły kiedyś w innych teamach i miały doświadczenie. Teraz już tego teamu nie ma, część dziewczyn przeszła gdzieś dalej, a część postanowiła trochę odpocząć od CS’a. Dlatego wydaje mi się, że jeżeli chodzi o wiek w którym kobitki kończą, to jest to zależne indywidualnie od niej samej. Jeżeli ja nadal będę czuła się fajnie i na luzie grając w gry w wieku 40 lat – to wydaje mi się, że nadal będę po prostu w nie grała. Wydaje mi się też, że samo życie będzie zmuszało trochę do odpuszczenia gierek. Jednak kobietki troszeczkę inaczej do tego wszystkiego podchodzą. Jeżeli chcą być niezależne od mężczyzn to też sobie pójdą do pracy, co zabierze im czas na granie, a po pracy jak będą chciały spędzić trochę czasu z facetem to też już nie ma czasu na granie. Mężczyźni podchodzą do tego trochę luźniej – a tutaj sobie jeszcze pogram, no dobra to jeszcze chwile pogram.

Muciek: Na koniec chciałbym cię jeszcze zapytać o trochę mniej przyjemne kwestie, a mianowicie o hejt jaki wylewa się na żeńską scenę. Myślisz, że kiedyś społeczność graczy będzie na tyle inteligentna aby zrozumieć, że granie z lub przeciw kobiecie to nie jest żadna obraza?

Vanessa: Wchodzimy na bardzo ciekawy temat i już ci mówię dlaczego. Mianowicie, mamy podgląd z perspektywy kobiet oraz z perspektywy mężczyzny. Ostatnio byliśmy świadkami sytuacji która uderzyła w zawodniczkę XPG Invicta Female, która polegała na tym, że jedne z mężczyzn napisał coś obraźliwego. Jestem zdania, że szacunek wynosi się z domu, ale niestety coraz większa ilość młodych osób w CS’ie, potrafi jechać tak po bandzie, że ja jestem w szoku. To że do takich sytuacji dochodzi np. na FaceIt’cie to w jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć, ale że do takich sytuacji dochodzi na turniejach? Ostatnio miałam wpływ na to, co się stało z drużyną, która w kierunku naszej drużyny powiedziała kilka brzydkich słów. Bardzo się cieszę, że miałam na to wpływ. Dlaczego? Ponieważ zdarza się bardzo dużo turniejów mieszanych w których są sytuację, że mężczyźni obrażają żeński team, bo żeńskich teamów mimo wszystko w takich turniejach bierze dużo udział. Zauważyłam, że organizatorzy starają się to odepchnąć na boczny tor – tak jak by takich sytuacji nie było. Dopóki sprawa nie zostanie nagłośniona, tak jak to było w przypadku Leti, która wrzuciła post na swój fan page, to takie sytuacje nie są nagłaśnianie. Bardzo dobrze, że Leti wrzuciła takiego posta! Dzięki temu ludzie może zauważą, że jest taki problem, że oni nie słyszą o tym tylko od koleżanek.

Koledzy z drużyny, która obraziła Leti, niestety trafili na złą administratorkę – czyli na mnie. Podjęłam bardzo szybko interwencję. Nie zrobiłam tego w czasie trwającego meczu, żeby nikt nie mówił: “A bo ty jesteś połączona z Invictą i zrobiłaś to specjalnie, żeby dziewczyny przeszły do finału”. Specjalnie czekałam, aż ktoś to nagłośni i wtedy zadziałam, bo będę miała, że tak powiem, usprawiedliwienia swoich działań i ludzie będą wiedzieć o co chodzi, a nie że “Ruda zdyskwalifikowała drużyna, która pobiła jej dziewczyny” i tak dalej i tak dalej. Chłopcy dostali dyskwalifikację, a z tego co wiem to jeden z nich szybko dostał lekcję manier jeżeli chodzi o szacunek do kobiet. Niestety takich tekstów jest bardzo dużo i w tym turnieju miałam okazję mecze kobiety kontra faceci oraz faceci kontra faceci. Powiem ci, że jestem w szoku, jak można nie mieć kultury i szacunku do przeciwnika. To co się dzieje czasami między facetami na czacie – naprawdę wiele wyzwisk idzie. Akurat jeżeli chodzi o ten konkretny turniej to bardzo ściśle trzymamy się regulaminu i Esportal też robi mega fajną robotę jeżeli chodzi o administrowanie. Wyzwisk jest bardzo dużo i wydaje mi się, że faceci po prostu myślą “skoro mogę wyzwać kolegę to kobietę też mogę, bo przecież ona powinna siedzieć w kuchni a nie grać”.

Nie wiem czy to się kiedykolwiek zmieni wydaje mi się, że jeżeli to by się miało zmienić, to nie obrażając nikogo oczywiście, gdyby Izak zrobił streama z kuchni, a Paulinka by grać w CS’a, to wtedy Izak ma bardzo duży wpływ na bardzo dużą ilość bardzo młodych widzów. Wydaje mi się, że gdyby oni zobaczyli, że skoro Izak gotuje, a Paulinka gra to oni też mogli by puścić siostrę do komputera – jest to oczywiście przykład. Jeżeli ktoś ma mieć wpływ na graczy, to tylko tak wpływowe osoby z ogromną ilością wyświetleń i tysiącami widzów na Twitch’u. Nawet ci mniejsi influencerzy, jeżeli zrobili by jakikolwiek ruch w kierunku tego, że nie wyzywamy kobiet i tak dalej, to wtedy chociaż dwie osoby na tysiąc podjęłyby, że kobiety grają w gry tak samo jak mężczyźni, kobiety tak samo jak mężczyźni jeżdżą na motocyklach czy nawet golą sobie jeden bok głowy, tak jak ja (hahaha). Jest jeszcze wiele komentarzy typu “walczyliście o równouprawnienie, a teraz robicie sobie swoje turnieje”, ale to jest inna kwestia, którą poruszyliśmy już wcześniej. Trzymajmy się zasad i tego czego uczyli nas rodzice w domu i nie wyzywajmy. Kiedy to się zmieni – nie wiem czy tego dożyje, ale fajnie by było. Takimi najmniejszymi ruchami czy to przez influencerów czy na turniejach różnego rodzaju, najmniejsze ruchy, aby edukować. Wiem, że ten chłopak który wyzwał dziewczyny z XPG Invicta szybko nauczył się, że nie wolno wyzywać kobiet – na razie to jedna osoba, ale nauczyła się tego (hahaha).

Muciek: Jakie plany na przyszłość? Obecnie robisz wiele rzeczy na raz i realizujesz wiele swoich pasji. Rozumiem, że planujesz zostać w związku z esportem, ale czy to będzie nadal CS:GO?

Vanessa: Tak zostaję w esporcie. Bardzo dużo teraz wydarzyło się w moim życiu, mianowicie pierwszy raz od dwudziestu czterech lat zmieniłam miejsce zamieszkania i to było takie bardzo duże “wow” dla mnie i tak naprawdę sprawdzenie siebie. Obecnie jestem managerką “XPG Invicta Female” to po pierwsze, a po drugie działam w “Cyberwolves” aktualnie jako projekt i social manager, a więc prowadzimy studio które mamy tutaj na miejscu – Tarczyński Studio Live, organizujemy turnieje takie jak: Esport Tour Pro, Esport Tour dla Amatorów, Tarczyński ChampionChips i wiele, wiele innych. 

W maju próbowałam swoich sił na tym stanowisku, no bo dotychczas moje doświadczenie nie było wyznacznikiem moich umiejętności w firmie z prawdziwego zdarzenia, to co dotychczas robiłam w esporcie to było bardziej hobbystyczne ogarnianie managerki. Teraz sprawdziłam się w firmie z prawdziwego zdarzenia i powiem szczerze, że doświadczenie jaki złapałam przez ostatnie 4 lata na żeńskiej i ogólnej scenie CS’a, bardzo dużo mi dało. Samo to jak powinno się wstrzelić w esport, jeżeli chodzi o organizowanie np. turniejów, to naprawdę udało mi się, nawet czasami nieświadomie, zebrać ogromne doświadczenie. Na dodatek tego wszystkiego przeprowadziłam się do Warszawy, do dużego miasta. Udało mi się znaleźć mieszkanie 100m od pracy, więc jak to ja się śmieje: do pracy chodzę z monitorem pod rękę. Muszę przyznać też, że praca w esporcie tak na dłuższą metę i tak profesjonalnie będzie tak przyjemna. To jest naprawdę coś co lubię i zdecydowanie nigdzie się stąd nie ruszam!

Pracuje sobie 5 dni w tygodniu, ale wiadomo, że turnieje są czasami organizowane w weekendy, jednak plus pracy w firmie jest taki, że mam rozgraniczenie na czas pracy i czas wolny. Lista zadań które robię dziennie jest ogromna, ale po godzinie 17:00 jedyne co robię związane z pracą, to jeżeli szef lub szefowa mają jakieś pytanie to im odpiszę. Jak ktoś pisze do mnie w sprawie czegoś związanego z pracą albo turniejem: Jutro od godziny 9:00 jestem dostępna. Będąc w domu tego nie rozgraniczam. Każde moje działanie było zależne ode mnie, więc jeżeli ktoś do mnie pisał, to ja odpisywałam. Wiele osób pisało też bardzo późno, ale ja i tak odpisywałam. Teraz bardzo szanuje czas wolny i czas na takie zresetowanie. W moim przypadku takim zresetowaniem jest np. puszczenie strima. W przyszłości chcę robić to co robię teraz i nie wybieram się do żadnej innej branży. Na pewno nie będę ograniczała się tylko i wyłącznie do CS’a, bo też jako Cyberwolves staramy się, próbować wielu rzeczy bo między innymi po to jest esport.

Jeżeli ma się ambicję i chce się coś osiągnąć to po prostu idźcie przed siebie i nie patrzcie na to co się dzieje dookoła. Na przykład ja: mogłabym dwa lata temu, po jednym incydencie w internecie, jako młoda zawodniczka czy młoda organizatorka skończyć swoją karierę w esporcie, ale się nie poddałam. Twardo szłam przed siebie i czasami za wysoko trzymałam swoje ego – ale okazało się, że było to jednak potrzebne – jak to się mówi głowa do góry, cycki do przodu i idzie się przed siebie. Jeżeli ktokolwiek coś wam pisze czy coś wam mówi jacy to wy nie jesteście – uśmiechnijcie się i powiedzcie do zobaczenia w przyszłości!