Muciek x Kromka: “Jestem dumny z siebie, że udało mi się przekuć to co robię w pracę zawodową – tym bardziej operując na tytułach, które nie są w Polsce jakoś bardzo popularne”

Napisane przez Muciek 30 sierpnia 2020 w Wywiady

Gdybym miał stworzyć stronę w portalu Wikipedia na temat Jakuba, napisałbym tak: “Jakub „Kromka” Górka – polski Youtuber oraz streamer związany z takimi tytułami jak Battlefield i Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege. Twórca, założyciel i potężny CEO organizacji esportowej Cromcodiles. Na Instagramie wesoły influencer lubiący robić selfie oraz satyrystyczne zdjęcia. Prywatnie (uzupełnić po wywiadzie).

Zapraszam was do przeczytania wywiadu z najprzystojniejszym polskim Youtuberem w kategorii “Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege” – bo jedynym w tej kategorii. Możecie również obejrzeć zapis rozmowy w serwisie YouTube.

Muciek: Dodałbyś coś do wstępu?

Kromka: Bardzo znamienite było to, że pierwszą grę jaką wymieniłeś – nie wiem czy przemyślnie czy nie – był “Battlefield”, bo jednak faktycznie od tego się wszystko zaczęło, potem gdzieś to się rozwinęło w kierunku innych fps’ów – głównie “Rejnbołka”. Gdybym teraz miał zostać tylko przy BF’ie to byłoby ciężko szczerze mówiąc. 

Co do samego wstępu wszystko w porządku, chociaż zainteresował mnie ta część, że po wywiadzie uzupełnimy kwestie osobiste – część możemy uzupełnić, ale pewnie części nie będziemy uzupełniać, bo też nie wiem o czym będę mówił. Chociaż powiem ci szczerze, że to też jest z goła odmienne biorąc pod uwagę np. zagraniczny YouTube i ogólnie prace jako influencer, youtuber, streamer czy ktokolwiek zajmujący się tworzeniem “contentu”, że za granicą łatwiej jest teoretycznie zachować swoją prywatność w 100%. W sensie w Polsce na pewnym etapie, tym bardziej jeśli robi się coś bardziej niszowego niż CS lub inne popularne gry, i chce się z tego utrzymać, chce się zbudować swoją markę – to bez pokazania siebie jako człowieka to nie wyjdzie, bo jesteśmy po prostu za małym rynkiem w ogólnym rozrachunku. Także trochę tej prywatności trzeba zdradzić, przynajmniej pokazując taką ohydną twarz jak moja. Teraz powinieneś powiedzieć, że nie mam ohydnej twarzy i że jestem bardzo ładny i przystojny (hahaha).

Muciek: Oczywiście Jakubie. Wracając jednak do rozmowy. Komputery w czasach naszej młodości nie były powszechnie spotykane. Skąd w takim razie wzięło się u ciebie zamiłowanie do gier i jak wyglądały twoje początki z gamingiem? W co grałeś i jaka gra oczarowała twój świat tak bardzo, że postanowiłeś zostać Youtuberem?

Kromka: Panie, to mogę cię zaskoczyć teraz! Żeby tak wsiąknąć w ten świat i poświecić dużo czasu na granie musiałem dorosnąć do wieku nastolatka. Gdy byłem dzieckiem, powiedzmy tam klasa podstawówki, no to faktycznie gdzieś ten komputer w domu się przewinął. Grałem wtedy najczęściej w “Fife”. Zresztą wtedy nie grało się online, więc grałem sobie jakieś ligowe zmagania i tego typu rzeczy. Pierwszym tytułem on-linowym i to w zasadzie od razu fps’owym – nie wiem dlaczego właśnie za ten gatunek się zabrałem – był “Counter Strike”, bo dostałem go w bundlu z “Half-Life’m”. Pograłem sobie trochę w tego CS’a, ale porównywać to do tego co jest teraz, czy nawet 5 lat temu, to nie ma takiej opcji. To była gra na zasadzie: “A siądę sobie w weekend i pogram 2 godzinki”. Później poznałem Enemy Territory – musisz tę grę kojarzyć, ciekawe czy osoby czytające/oglądające będą ją kojarzyć – i wtedy bardziej poświęcał czas na granie, ale z drugiej strony to były takie czasy, że “Siedzisz przed komputerem, to marnujesz swój czas”. Gdy chciałem poprosić o jakiś prezent np. w postaci słuchawek, tak żeby można było rozmawiać z ludźmi, bo można było już to robić grając online – miałem wtedy może, nie wiem z 15 lat – to raczej nie spotykało się to z dobrym odbiorem w domu. Tak sobie teraz myślę, że gdybym wtedy poszedł jeszcze bardziej w tę stronę, to może sięgnąłbym po CS i miałbym już widownię taka jaką mają teraz CS-owcy na “Yutubach i streamach, ale to można sobie gdybać.

Grałem dużo w gry typu “Faraon”, “Kleopatra”, bardzo lubiłem city buildery jak “Sim City” – przerobiłem wszystkie części i sprawiało mi to ogromną przyjemność. Zawsze jak przychodził weekend i rodzice szli do pracy albo jeden z rodziców, bo drugi lubił pospać trochę dłużej to wstawałem około 6 rano, jak jakiś chory człowiek, i grałem do tej 11 czy 12. Więc takie były generalnie moje początki. Jeśli mamy przejść w ten okres ostatnich 6 lat, bo załóżmy, że 6 lat temu założyłem sobie kanał na Youtube, wtedy oczywiście nie było to związane z żadnymi myślami, żeby robić to na poważnie, to było to podyktowane tym, że na 18-nastkę dostałem Xboxa 360. Pierwsza rzeczą jaka zrobiłem to kupiłem “Bad Company 2”, bo jakoś tak w TV widziałem reklamy. Wtedy się zaczęło – pierwsze mecze on-line z ludźmi z zagranicy, co wtedy było takie: “Wow czemu ja gram z ludźmi z zagranicy, a nie z ludźmi z Polski, przecież halo!”. Następnie zaczęła się era takich dziwnych ników, typowo polskich ników, żeby poznać polaków na serwerach – to już był “Battlefield 3”. Z paroma osobami z przed tych lat bardzo dawnych to kontakt nawet do dzisiaj jest.

W pewnym czasie choroba bliskiej mi osoby w mojej rodzinie sprawiła, że siedziałam cały czas w domu więc stwierdziłem, że fajnie byłoby zrobić tego jakiś pożytek, a że zawsze lubiłem gadać, to postanowiłem kupić nagrywarkę. Jak teraz słucham swoich pierwszych filmów to się łapie za głowę jak ktokolwiek w ogóle mógł cokolwiek z tego wyciągnąć – tak cringowe to były materiały. To taka pigułka moich początków z gamingiem.


Muciek: Przebyłeś bardzo długą drogę na YouTube i nie zrezygnowałeś z obranej ścieżki. Opowiedz proszę, jak zmieniła się twoja “firma” na YouTube od startu do teraz? Jakie zmiany zaistniały w procesie twórczym oraz twoim podejściu?

Kromka: Umówmy się, że to nie jest jakiś strasznie skomplikowany proces. Są oczywiście momenty, że wypuszczę coś bardziej zmontowanego, a teraz dodatkowo w odświeżeniu kanału pomógł mi Dawid (montażysta Kromki, znany również jako PokójWytrzeźwień – pzyp.), bo jego montaż i styl w którym to robi jest, moim zdaniem, jednym z najlepszych w Polsce.

Jak się zmieniło to co robię teraz, od momentu gdy robiłem to nie skupiając się na tym czy na tym zarobię, do dziś gdzie jednak muszę czasem brać pod uwagę co przyniesie mi materialną korzyść? Zmieniło się chyba tylko tak naprawdę to, że w pewnym momencie pojawiły się współprace. Każda osoba zajmująca się tworzeniem contentu ma troszkę wybujałe ego – tak mi się wydaje. Ja też zdaje sobie sprawę, że mam troszkę wybujałe ego. Niektórzy może powiedzą, że słusznie, a inni, że nie słusznie. Zawsze szczyciłem się tym, że od tych naprawdę wielu, wielu lat robię to cały czas. W sensie nie robię żadnych przerw, nie uciekam na kilka miesięcy i potem nie robię jakiegoś wielkiego powrotu w stylu “Matko boska Kromka w końcu wróciłeś, a przez dwa miesiące miałem nas w d***e”. Rozumiem takie podejście, rozumiem też to, że nie każdy musi Youtuba czy streamy traktować na 100% poważnie, to też pewnie zależy od człowieka, ale gdzieś tam w mojej głowie jest ta myśl, że robi się to już tyle lat i zbudowało się już coś w miarę fajnego – jakaś taka ułuda, że na czymś się znam. 

Nie oszukujmy się, W “Rainbow Six” mam platynę 3, ja może mogę nauczyć czegoś człowieka z goldem 4 albo z jakąś niższa rangą czy jakiegoś początkującego gracza robiąc dla niego materiały. Zdaje też sobie sprawę, że dla tych którzy grają lepiej, mogę nie być za bardzo interesujący. Dlatego staje się teraz takim trochę Rockiem. Takim “starym dziadem” – oczywiście w cudzysłowie – który stara się zainteresować człowieka bardziej sobą, niż swoim graniem. Wydaje mi się, że w “Battlefield’a” byłem całkiem dobry, szczególnie w helikopterze, w “Rainbow Six” też wydawało mi się, że byłem całkiem dobry, do momentu jak przyszły do mnie na kanał te wszystkie “SBT” i inne wymiatacze, które mi powiedziały: “Kromka jak tak pierwszy raz ciebie oglądałem, to wydawało mi się, że naprawdę jesteś dobry, a potem sam zacząłem grać i zobaczyłem ze jesteś g*****m”. No coś w tym jest (hahaha).

Wracając do tematu, to to jest praktycznie jedyna rzecz która się zmieniła – czyli te współprace. Sytuacja wygląda tak, że ciężko jest podjąć już samą decyzje w związku z tym, żeby spróbować zrobić takie coś zarobkowo. Wiąże to się z dosyć sporą niepewnością jeżeli chodzi o dochody. U mnie to była taka metoda małych kroczków. Zdaje sobie sprawę z tego, że mamy 2020 rok i można przeczytać jakieś artykuły o tym, że jakiś streamer X przeszedł na inną platformę za grube miliony dolarów, jednak w dalszym ciągu jest takie dziwne przekonanie, że jak to jest możliwe: “Ty grasz w gry i to jest twoja praca, jak to?”. Nie będę tutaj teraz prostował niczyjej wizji na ten temat, niech każdy myśli sobie co chce. Tworzenie materiałów na YouTube to zajęcie męczące, bo jest to zajęcie kreatywne. W sensie praca umysłowa jest męcząca i każdy kto jest np. jakimś naukowcem albo inną osobą pracującą umysłowo dobrze o tym wie. Dodatkowo połączyć to wszystko w taki sposób, żeby być fair wobec widza, biorąc jakieś współprace, bo jednak trzeba zarobić, trzeba opłacić ZUS, podatki – to nie jest proste. 

Paradoksalnie w skali Polski, mój kanał nie jest ogromny czy nawet wielki. To jest kanał po prostu wyspecjalizowany w jakiejś dziedzinie. Nie wiem w sumie dlaczego tak jest – jestem jedynym Youtuberem w Polsce od “Rainbow Six: Siege”. Nie wiem dlaczego nikt nie nagrywa tej gry – poza Rockiem, który kiedyś ją nagrywał i już to zostawił. Podobnie jest z “Battlefield’em” – tutaj może nie jestem jedyny – gdzieś na początku od niego właśnie zaczynałem i urosło to do pewnej wielkości, i tak mówię: “Dobra może warto sie jednak specjalizować w jakiejś jednej rzeczy i może faktycznie dzięki temu zacznie przychodzi z tego pieniądz”. No i faktycznie zaczął przychodzić z tego jakiś pieniądz. Później zaczęły spływać jakieś oferty, materiały sponsorowane – tak jak chociażby z “EA” gdzie wielokrotnie na filmach pojawia się ten znaczek: sponsorowane.

Większość moich zarobków z YouTube to nie jest kwestia filmu, oczywiście są tam wyświetlane reklamy i tak dalej, ale szczerze powiem, że miesięcznie to z samego YouTuba jest ok. 1000 zł – mega uśredniając to wszystko, bo są miesiące lepsze i są miesiące grosze. Większość zarobku to są właśnie kwestie współprac, kampanii dedykowanych, postów na social mediach – za takie rzeczy firmy płacą, ponieważ wykorzystują zasięgi słupa reklamowego jakim jestem. W dzisiejszych czasach nie trzeba mieć już miliona obserwujących, nie trzeba być najlepszym w Polsce, bo firmy bardzo często przychodzą do zdecydowanie mniejszych niż ja, starając się pozyskać większą widownię. Jeśli firma widzi, że ktoś się interesuje czymś co oni mają do zaoferowania, to wolą czasami dać coś mniejszemu kanałowi, bo wiedzą, że to trafi w ich target. Podsumowując najbardziej zmieniła się moja myśl zarobkowa, bo zarobić trzeba, mieć co do garnka włożyć też trzeba i szczerze powiem, że w pewnym momencie pojawiło się lekkie zmęczenie materiałem. Można dużo grać i może to przynosi jakąś przyjemność, ale grać cały czas w jedną grę od 5 lat – to można dostać p********a. Kiedy pojawia się takie zmęczenie to jest właśnie ten moment, w którym trzeba się zastanowić co robić: czy dalej robię to co obecnie, czy zmieniam na coś zupełnie innego i przechodzę na nową grę. Należy zastanowić się nad tym co mnie interesuje, bo to jest najważniejsze w pracy na YouTube: jak nie robisz tego co cię interesuje to ludzie widzą twoje znudzenie, a jak się nudzisz to nie będziesz wrzucał filmu co dwa dni przez rok, bo się nudzisz. 

Muciek: A gdyby nie YouTube to co?

Kromka: Kurde, zawsze mi mówiono, że ładnie wyglądam w okularach i mam ładny głos – idź na prawo. Poszedłem sobie na to prawo. Było fajnie przez parę lat, przez zdecydowanie za dużo lat było fajnie i tak się skończyło, że jeszcze tego prawa nie skończyłem, bo zająłem się tym czym się zająłem. Szczerze mówiąc nie wiem czy skończę. Najprawdopodobniej zacznę jakieś studia związane z tym co robię: marketing czy zarządzanie i tego typu różne rzeczy. 

Zawsze chciałem też pracować w radiu lub jakimś takim ogólno szeroko pojętym dziennikarstwie. Powiem szczerze, że lubię też sport: piłkę nożną, pływanie, siatkówkę czy siatkówkę plażową. Dziwię się dlaczego nie poszedłem na jakiś AWF. Nie żałuję jednak żadnej decyzji związanej z moim wykształceniem czy pracą.

Muciek: Jeśli mowa o zarządzaniu, to może porozmawiajmy o twojej organizacji esportowej “Cromcodiles”. Prowadzisz organizację samodzielnie czy ktoś ci w tym pomaga? Jak to jest być właścicielem takiej organizacji?

Kromka: Obecnie w organizacji jest tylko jedna drużyna – dywizja “Rainbow Six: Siege”. Myślałem też o innych dywizjach, ale z uwagi na to, że jestem osobą, która lubi mieć pod kontrolą to co robię – czyli jeżeli w coś się angażuję to lubię się na tym znać i muszę wiedzieć, że jeżeli ktoś robi to ze mną to robi to dobrze i jestem w stanie to zweryfikować. To nie jest kwestia braku zaufania czy tego, że ktoś jest głupi, a tylko ja jestem mądry. To jest taka kontrola jakości. Lubię pokazywać ludziom i robić coś co w moim mniemaniu Youtubera z „wybujałym ego” jest najlepsze. Dlatego też min. ciężko mi było, i w sumie nadal jest, otworzyć się na inne drużyny typu “Fifa” czy cokolwiek innego. Nie znam rynku ani ludzi czy charakterystyki danej gry, więc na razie to sobie odpuszczam. Obecnie mam wystarczająco dużo swoich rzeczy, którymi muszę się zajmować, bo oprócz rzeczy związanych z prowadzeniem kanału na YouTube, prowadzę też firmę tak jak każdy inny przedsiębiorca. 

“Cromcodiles” to drużyna która powinna powstać maksymalnie rok po tym jak powstał “Rainbow Six”, bo jednak robię tego Rejnbola w Polsce i pokazuje go ludziom więc na pewno jestem z tym tytułem utożsamiany. Nie wiem dlaczego tak późno wpadłem na ten pomysł. Czy jest trudno? Nie. Mógłbym i zdaje też sobie z tego sprawę, robić zdecydowanie więcej, ale był taki okres w polskim R6, że nic się nie działo. Dopiero ostatnio pojawiły się inne ligi jak “NLE” (Narodowa Liga Esportowa – przyp.), więc te zespoły które się nie zakwalifikowały lub nie mogły się zakwalifikować do “Polish Masters” mają gdzie grać. Staram się wspierać drużynę np. kiedy grają to na swoim kanale pokaże ich mecz, żeby więcej osób mogło go zobaczyć. Powoli dochodzę do tego, jak to wyglądało w mojej głowie. Swoją drogą zrobienie postów, grafiki czy jakiejś informacji na social media to dodatkowe zajęcie, które wymaga mojego czasu, dlatego mam do pomocy dwie osoby min. Wiktorię, która ogarnia posty na Twitterze i Facebook’u. To bardzo zabawna kwestia, że “Rainbow Six” żyje na Twitterze, gdzie ja jako YouTuber zawsze myślałem, że to jednak Facebook jest tym głównym narzędziem do promocji i informacji. Staram się więc aktywizować “Cromcodiles” na Twitterze

Przed “Polish Masters” naszła mnie taka myśl czy by nie wziąć drugiego składu – bo moi młodzi gniewni nie mogli startować w kwalifikacjach z racji wieku – który wystartowałby w kwalifikacjach pod moją banderą. Chciałem, żeby skład “Cromcodiles” wziął udział chociaż w kwalifikacjach, bo jednak tak jak mówiłem jestem utożsamiany z samą grą i tak trochę głupio, żeby tam nas nie było, ale szczerze – i może to jest trochę głupie – gdy oglądałem inne drużyny i nie mówię też, że każda z tych drużyn chciała by do mnie dołączyć, to pomyślałem, że nie czuje tego samego co z chłopakami. Nie czuł bym takiego zżycia z nowym zespołem. Taką moją trochę może osobistą ambicją było wzięcie sobie chłopaków, którzy nie mieli jeszcze jakiś mega dużych sukcesów i pozwolić im stworzyć drużynkę – nie oszukujmy się, zdecydowanie większa część pracy w treningi wkładają zawodnicy. To do nich zależy ile będą grali, jak często będą grali, a ja z racji tego, że chłopaki są kojarzeni ze mną proszę tylko o to, żeby nie było żadnej lipy. I taką ambicją właśnie jest, żeby mieć ekipę młodych utalentowanych graczy, a potem jak już dojdą do jakiegoś poziomu to sprzedawać ich za spory hajs jakimś organizacjom (hahaha). A na poważnie, to podchodzę do chłopaków stricte personalnie i nawet, jak bym mógł wymienić kogoś ze składu na kogoś lepszego to widząc, że osoba która obecnie gra chce się rozwijać, trenować i jest fajne zżyta z resztą ekipy, to na pewno bym tego nie zrobił. Po prostu zżyłem się z “gówniarzami”. Obecnie jest plan na wygranie „NLE” i kwalifikacja do przyszłorocznego “Polish Masters”.

Muciek: Śledząc twoją karierę pod kątem “Rainbow Six”, można śmiało powiedzieć, że robiłeś już chyba wszystko: komentowanie, YouTube, drużyna, materiały zakulisowe itd. Co z tych wszystkich rzeczy wspominasz najmilej?

Kromka: Najwięcej przyjemności zawsze sprawia mi wrzucanie fajnego i ciekawego materiału na jakiś ciekawy temat. Z g***a człowiek niczego nie ulepi – musi być jakiś ciekawy temat, żeby to fajnie pokazać. Największą nagrodą jest zawsze zainteresowanie ludzi, kiedy człowiek faktycznie widzi, że ten film dotarł do większej liczby użytkowników, że są wyświetlenia – patrzy się na te wyświetlenia, aktywności i łapki w górę. Może to takie gadanie, że to człowieka motywuje, ale serio – to motywuje. Nie dlatego, że ktoś widzi wysokie liczby i cieszy się, że będzie z tego filmu jakieś 20 zł więcej. Nie. Youtuberzy powinni dążyć do tego, żeby zarabiać nie z ludzi, ale z firm. To firmy i koncerny mają pieniądze i to od nich trzeba brać i „zdzierać”. Ludzi trzeba zostawić w spokoju, niech nie wydają pieniędzy na jakieś głupoty jak filmy w internecie (hahaha).

Mega dużo przyjemności sprawiło mi robienie relacji z finałów “Masters League”. W pewnym momencie dogadaliśmy się z “Ubisoft’em”, że mają komentatorów takich, którzy chcą się tym zająć na 100%, bo tak jak zauważyłeś: od pierwszych Mistrzostw Polski, chyba jeszcze na „WGW„, pierwsze komentarze były moje i Marcia. Apropo, pierwsze „WGW” wspominam bardzo miło jeżeli chodzi o komentarz. To był turniej na samym środku ogromnej hali, była masa ludzi w środku, stoisko stało idealnie na środku. Każdy kto przechodził po prostu na chwilę przystawał i oglądał, wszystkie siedzenia był zajęte, my z Marciem gdzieś tam z boku. Naprawdę czuło się te emocje, czuło się to, że ci ludzie się jarają tym co oglądają, to jak skomentujesz, co powiesz, jak wykrzyczysz miało na nich wpływ. Marciu czy przyjemny? Czy ja wiem czy ja lubię w ogóle typa, cholera wie czasem lubię czasem nie (hahaha). Żartuje oczywiście! Miło wspominam komentowanie, ale jest to strasznie męczące. Taki komentarz trwał od 9 -10 rano do 18 czy nawet później. Były to czasy gdzie była jedna para komentatorów, nie było systemu wymiany tak jak jest teraz w studio Polsat Games. W pewnym momencie padła decyzja, że są komentatorzy chcący się tym zająć – pojawił się min. Sebol. Pamiętam też, że był konkurs komentatorski, który wygrał Kiks – który teraz świetnie komentuje. Cieszę się, że to wszystko nabrało takich bardziej sprofesjonalizowanych ram, a ja mogłem się zająć faktycznie tym w czym czuje się najlepiej – czyli robieniu treści. Pojechanie gdzieś i pokazanie czegoś od kuchni wydaje mi się, że to też dla moich widzów i ogólnie społeczności może być czymś ciekawym, bo to jednak jakieś zakulisowe rzeczy. Teraz mimo tego, że tego lana nie będzie z uwagi na panujący wirus, też się jednak do Warszawy wybieram, żeby odwiedzić boot campy i połączyć to wszystko w fajny materiał.

Ogromną przyjemność sprawia mi też jak chłopaki wygrywają swoje mecze. Pomimo tego, że nie jest to jakieś mega ważne w moim życiu, to mam jakąś taką swoją satysfakcję. Fajnie jest móc komuś kibicować, a zawsze bardziej się utożsamiam z czymś co sam zrobiłem, zbudowałem, co wyszło z mojej inicjatywy niż miałbym kibicować komuś innemu – chociaż mam tam paru swoich ulubieńców jeśli chodzi o “Polish Masters”. Chciałem też, żeby ludzie którzy mnie oglądają mieli komu kibicować. 

Muciek: Kuba, a co myślisz o rozwoju “Siega” jako gry? Czy nowe zmiany zaprezentowane przez twórców wpłyną na oglądalność i popularność gry?

Kromka: Wydaje mi się, patrząc z perspektywy ostatnich dwóch lat na te największe Rejnbołowe imprezy typu Invitational czy jakieś Majory i skupiając się tylko na statystykach ilości widzów podczas takiego np. finału – uwzględniając dropy i cały ten medialny szum wykorzystany do stworzenia produktu i jego sprzedaży – to może faktycznie ten Siege nie dorasta 1:1 Cs’owi w statystykach. Jednak warto zauważyć, że wielokrotnie widać “Siega” na np. 3 miejscu w kartach Twitcha. Wiadome jest, że ten wzrost jest potrzebny do tego żeby się jeszcze bardziej starać i nie osiadać na laurach, ale nie wiem czy powinien to być priorytetem dla deweloperów i ludzi zarządzających projektem R6. Nie wydaje mi się też, że wzrost zainteresowania jest celem samym w sobie. To co zostało pokazane podczas prezentacji nowego sezonu, zmiany które jednak starają się wpłynąć na mete i to nie samymi operatorami, a np. przez nowe celowniki – co jednym się podoba, a drugim nie – pokazują co chcą osiągnąć twórcy. Osobiście bardzo się cieszę z dodania systemu powtórek, co dla mnie jako dla osoby, która robi filmy do internetu da bardzo dużo nowych możliwości.

Gdzie ja widzę “Siega” za parę lat? gdybyś zapytał się mnie o to rok po premierze gry, to bym ci powiedział, że nie wiem czy w ogóle “Siege” dotrwa do piątego roku swojej działalności. Myślę, że to wszystkich zaskoczyło. Chyba największym minusem “Siega” jest to, że jeżeli ktoś nie zna gry i nie grał w nią nigdy to mega ciężko mu się tą grę ogląda. Jest to tak bardzo rozbudowany tytuł i tak złożona gra, że początkujący gracz czy osoba która ogląda pierwszy lepszy turniej, może się odbić od tej gry, ponieważ zobaczą coś czego nie rozumieją. Nie da się zmienić sposób prezentowania rozgrywki i odbioru – to jest “Siege”, tak on wygląda i tak się w niego gra. To jest tysiąc różnych opcji ataku danego site’u, to jest 15 różnych kombinacji operatorów – nie każdy musi to rozumieć. Jeśli jednak chcesz to zrozumieć, to śmiało zapraszamy, wniknij w nasz świat, spróbuj się tego nauczyć. Niestety jednak jak ktoś teraz chce wejść do gry to i tak dostaje bęcki od smerfów na swobodnych i jest cholernie ciężko się nie odbić od R6 po kilku meczach.

Czy “Siege” jeszcze urośnie? Nie wiem. Wydaje mi się, że jesteśmy blisko już takiego maksymalnego peak’u – mam nadzieje, ze się mylę, ale też uważam, że najwyższym celem powinna być kontrola jakości gry i polepszenie jej obecnego stanu. Nie mówię tutaj o hitboxach czy lagach, ale o prowadzeniu tej gry z sensem. Takim samym sensem jak to teraz zrobił Kamil Ściana i wprowadził 14 tygodni meczowych i format ligowy do “Polish Masters”. Myślę, że należy stworzyć teraz jeszcze bardziej atrakcyjny produkt skupiając się przede wszystkim na odczuciach z gry i to nie tylko tych najlepszych graczy na świecie, ale również tego szarego gracza, który siedzi sobie w srebrze. Wiadomo też, że nie można brać zdania każdej osoby za pewnik, bo gdybyśmy się wszystkich słuchali to kupa by z tego była. Nie każdy ma rację i nie każdego zdanie trzeba brać na poważnie, ale trzeba brać też pod uwagę zdanie zwykłego gracza. Często jest tak, że jeżeli jest jakiś duży twórca – i nie mówię tu o sobie, a raczej o zagranicznych twórcach – to często robi się rzeczy, które są podyktowane dużą ilością krzyków w jedną stronę. 

Muciek: Polska scena kompetytywna – od dłuższego czasu pojawiają się zdania o hermetyczności sceny. Czy takie projekty jak “NLE”, mniejsze pojedyncze turnieje i dostanie się np. “Humming Birds” do “Polish Masters” spowoduje rozkwit nowych talentów?

Kromka: Tak. Naprawdę liczę na to, że moje chłopaki dostaną się do ligi w przyszłym sezonie. Tak jak powiedziałeś obecnie jest to bardzo hermetyczne środowisko. Nie jestem też osobą, która jakoś szczegółowo sprawdza co się dzieje za kulisami, więc nie zawsze wiem co w trawie piszczy – kto się z kim nie lubi i tak dalej. Jestem jednak zdania, że cel uświęca środki i nawet jeżeli miałbym grać z takim Mućkiem, którego kuźwa nie lubię, ale jest dobry i mamy szanse i wspólny cel, żeby awansować do “Challenger League” – bo przecież teraz mistrzostwo w “Polish Masters” zapewnia slota w tej lidze – to chowam wszystko co mnie z nim rożni do kieszeni i kiedy siadam do komputera to traktuje to na tyle poważnie, żeby osiągnąć to co sobie założyliśmy. Nie wiem czy to jest kwestia podejścia czy dojrzałości lub predyspozycji psychologicznych, ale można się nie lubić, jednak nadrzędny cel, gdy się jest razem w drużynie powinien być ustalony i niektóre rzeczy powinny zostać przesunięte na boczny tor. Nie wiem też jak głęboko te animozje wśród niektórych zawodników między sobą sięgają, więc nie mnie to oceniać. Może faktycznie niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, co na pewno momentami jest może nie smutne, ale rozczarowujące. Gdyby czasami spożytkować tą taką negatywną energię która jest gdzieś wokół sytuacji czy niektórych osób na scenie, przełożyć na coś pozytywnego to na pewno byłoby z tego więcej pożytku. Ciężko też oczekiwać, że każdemu będzie się wielkodusznie pracować nad wielką polską sceną. Każdy ma swoje życie, więc nie można tego wymagać od nikogo tak mi się wydaje. To co robi polski “Ubisoft” i w sumie też globalny “Ubisoft”, gdzie daje faktycznie te możliwości pokazania siebie na przestrzeni dłuższego czasu, tej wspólnej gry w Nationalsach i angażowania jakichś konkretnych organizacji typu “ESL” czy “FaceIt”, żeby to było wszystko bardziej sprofesjonalizowane jest bardzo dobre dla sceny.

Humming Birds”, chłopaki z rankedów, którzy może są gdzieś obok tych wszystkich kwestii organizacji i chodzi mi tu o to, że “Humming Birds” to nie jest “Izako Boars” i nie mają ich struktury organizacyjnej, a jednak potrafią walczyć jak równy z równym i idzie im lepiej niż np. bardziej doświadczonej drużynie “PRIDE”. Pokazuje to, że na scenie jest miejsce na świeżą młoda krew, a na pewno jest miejsce na bardziej dojrzałe podejście w niektórych rzeczach. Osobiście bardzo podobało mi się to w jaki sposób chłopaki z “Izako Boars” grali ze sobą bardzo długo przed dołączeniem do organizacji. Grali, gridnowali, mieli chęć stworzenia czegoś z niczego – bo przecież nie mieli żadnych większych sukcesów – i pokazali, że jednak można po prostu grając ze sobą, polepszając swoje umiejętności, pracując nad sobą, dojść do pewnego sukcesu. Daje to nadzieje takim zespołom jak “Cromcodiles”, “1st Cav” czy zawodnikom z “NLE” – nie mówiąc już o pełnych składach grających tam – że trzeba i warto się starać, aby gdzieś dojść. Mam nadzieję, że jak jeden z naszych polskich zespołów dostanie się do “Challenger League”, to zainteresowanie graczy sceną esportową wzrośnie. 

Trochę tez żałuję, że jest np. teraz “Valorant”, który sobie wyszedł i zainicjował wiele transferów graczy z “CS:GO” do “Valorant’a”. Nie kojarzę, żeby zaistniała kiedykolwiek sytuacja, żeby ktoś z np. pół-profesjonalnego CS’a przeszedł do “Siega”. Wydaje mi się, że dla takiej osoby nie jest to aż tak atrakcyjne, bo w Siegu nie ma jakichś ogromnych pieniędzy i fantastycznych nagród – mam nadzieję że to się zmieni dzięki CL. To by bardzo pomogło scenie. Najbliższy rok pokaże nam w Polsce gdzie możemy być z naszą sceną i jak ona się rozwinie dzięki nowym graczom. Myślę też że chłopaki z HB szybko nie wrócą do zwykłych rankedów i zobaczymy ich na najwyższym poziomie jak “Polish Masters”. Tak samo jak “Devils.1”, które przeszło z PS4 na PC. Ich sytuacja pokazuje, że można zamienić pada na myszkę i osiągać sukcesy. Dwie nowe drużyny, które pojawiły się na scenie i pokazały, że można wszystko – sky is the limit. Trzymam kciuki za wszystkich, ale najbardziej za swoich (hahaha).

Muciek: Standardowo na koniec, czy chciałbyś przekazać coś od siebie dla czytelników?

Kromka: W zasadzie to jedną rzecz i to będzie tak życiowo bardziej. Z perspektywy czasu robiąc tego “YouTuba” i pracując tak jak pracuje, za każdym razem widzę, że do tego momentu przybliżały mnie takie mega, mega małe rzeczy, które dopiero z perspektywy czasu pokazują, że to był jakiś kamień milowy w tym wszystkim. Jestem dumny z siebie, że udało mi się przekuć to co robię w pracę zawodową – tym bardziej operując na tytułach, które nie są w Polsce jakoś bardzo popularne. Bardzo się z tego cieszę. Gdyby np. nie Mervo, CS’owy YouTuber, z którym na początku grałem w alphe “Siega”, który powiedział mi: “Słuchaj graj dalej w siega fajna gierka” w momencie kiedy chciałem zrezygnować z R6, to byłbym w totalnie innym miejscu. Nawet jeżeli macie w swoim życiu problemy rodzinne, które ja też miałem – i to właśnie one popchnęły mnie w tym kierunku, bo uznałem, że jeśli siedzę w domu cały czas bo nie mam innej opcji to warto zrobić z tym coś twórczego. Tak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu i wydaje mi się, że wszystkie takie momenty, które wydają się takie ciężkie i bez wyjścia, ostatecznie popchnęły nas w jakimś kierunku i pozwoliły przekuć coś złego w coś dobrego. 

To jest też taka myśl, która powinna przyświecać nie tylko nam jako ludziom, ale też każdemu kto gra w “Siega” esportowo i jest na scenie, że czasami warto zostawić wszystko co jest złe i pójść po prostu do przodu, wyciągając wnioski. To jest mega romantyczne podejście i ciężko wyegzekwować to od siebie, a co dopiero od kogoś innego. Mam nadzieję, że polska scena będzie rosła, że będzie jeszcze większa, że ja będę jeszcze większy, jeszcze bardziej przystojniejszy i wszystkim będzie się wiodło dostatnio i będziemy zdrowi i bogaci. Słowo na niedzielę od Kromki.